Mój Rzym w 4 dni

  • Wiem,że teraz może to brzmieć trochę abstrakcyjnie. Włochy i ich turystyczne trasy zamarły i nie pamiętają takiego spokoju od dziesięcioleci… a może nawet od stuleci. Przecież rzymskie imperium było kolebką handlu i kultury od początku dziejów Europy. Rzymskie podboje sięgały najbardziej odległe zakątki świata, a każda kolejna dynastia cesarska trzymała twardą ręką swoich poddanych. Historia starożytnego Rzymu i jej tajemnice to w dzisiejszych dziejach jedna z najbardziej pasjonujących tematów do studiowania.

Nie dziwi więc fakt, że każdy kamień po którym tam stąpamy jest cichym świadkiem powstawania potęgi. Jednak Rzym przyciąga ludzi nie tylko ze względu na jego historię. Istnieje tysiąc powodów na to, aby tam się znaleźć – bo przecież „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. Moją przygodę z rzymskim niebem zaczęłam rok temu. Wraz z grupą przyjaciół wsiedliśmy do samolotu na krakowskich Balicach. Lot najbardziej popularną tanią linią lotniczą Ryanair trwa około dwóch godzin. Codziennie lata kilka rejsów z Krakowa, zatem znaleźć się tam można szybko. Jak to bywa na takich krótkich trasach ledwo wystartujesz z punktu „A” i już trzeba lądować. Z trasy powrotnej zapamiętałam przelot nad Chorwacją, i ten lazurowy błękit Morza Adriatyckiego.
Pierwsze wrażenie w Rzymie? Niestety padało. Małe samochodziki i zatłoczone uliczki. Mnóstwo aut i świateł. Dziurawe drogi, co w malutkim Mini Cooperze przyjaciela gospodarzy Mauro oznaczało porządne tłuczenie czterech liter. Przygnieciona kółkiem swojej walizki nie mogłam się doczekać przyjazdu na miejsce. Praktyczna porada dla przyszłych właścicieli czterech kółek z Italii: auto z Włoch naprawdę czuć papierosami, i należy to uwzględnić przy zakupie. Ale tutaj miało to swój urok i zupełnie mi nie przeszkadzało. Z lotniska Ciampino jechaliśmy około pół godziny, gdyż nasz apartament mieścił się na ostatniej dzielnicy Rzymu. Naszą sześcioosobową grupkę ugościli sympatyczni gospodarze. Bardzo przytulne, dwupoziomowe mieszkanie z duszą.Wysoki regał z książkami i piękne marmurowe szachy na stole. I ogromny wazon z prawdziwie pachnącymi różami wszelkich kolorów. Kocham takie klimatyczne wnętrza. Ale mieszkanie to jedno, a kwiecisty taras z pięknym widokiem na dzielnicę Olgiata to drugie. Widać, że ogrodnik mieszka w tym domu. Zatem pierwsze koty za płoty, pyszny makaron z cukinią na kolację i…wino. Dużo wina.In vino veritas
Łacińskie powiedzenie, które dzięki mojemu tacie znam od dziecka w stolicy łaciny nabiera szczególnego znaczenia. Włosi pod tym względem mają zasadę. Wino i woda musi być. I tak powinien zacząć się wieczór w Rzymie. Od dobrego jedzenia oraz dobrego wina, a dzięki bardzo gościnnym gospodarzom lepiej nie mogło się rozpocząć. Pieczywo tzw. pizza bianco i ogromnej wielkości mortadela – to było nasze śniadaniowe zaskoczenie. Nie widziałam nigdy wędliny wielkości naleśnika, pokrojonej na bardzo cieniutkie plasterki. W smaku przypomina dobrze doprawioną parówkę, a to kwestia gustu czy nam smakuje czy też nie. W delikatesach jest ich tyle rodzajów, że warto zaufać zdaniu miejscowych, lub tak jak ja swojemu odczuciu wizualnemu. Dodatkowo ogromne sery. Pyszne, kruche i aromatyczne. Prawdziwy parmezan do każdego rodzaju pasty to niezbędnik. Niestety w Polsce często zastępowany twardym serem żółtym, z którym nie ma nic wspólnego. Śniadanie to również słodkości. Mnie najbardziej smakowały cannoli z kremem z serka ricotta. Krucha rurka z pysznym wkładem, to takie zaskoczenie, bo masa choć wygląda na ciężką maślaną, tak naprawdę jest lekka i mało słodka.Kawa to zupełnie odrębny temat.
Filozofia jej zamawiania zależy od pory dnia, ale również od sposobu jej wypicia. Jeśli życzysz sobie kawę wypitą na stojąco-zapłacisz mniej, a z kolei kawa sączona na siedząco oznacza dodatkową opłatę za „postój”. Cappucino wypada zamówić maksymalnie do 11, za to „un caffe”, lub mocniejszą jego wersję „caffe doppio” o każdej porze dnia i nocy.Nie zgodzę się z tymi, którzy mają w zwyczaju mawiać, że najgorszą pizzę jedli w Rzymie. Mam zupełnie inne zdanie, pizza w rzymskiej pizzerii, wypełnionej po brzegi klientami była wyborna. Nie mniej mogłam mieć szczęście, poza tym nasza przewodniczka Patrycja wychowała się w Rzymie i zna doskonale tutejsze restauracje. Capricciosa z grzybami, kiełbasą w formie mielonej z karczochami i jajkiem, które idealnie ścięło się zaraz po podaniu była jedną z tych pizz, jakie do tej pory smakowała mi najbardziej. Pieczona w piecu chlebowym i popijana wodą i winem w charakterystycznych dzbankach była naprawdę wyśmienita. WatykanNastępnego dnia wybraliśmy się na Watykan. Była akurat niedziela i tradycyjna modlitwa Anioł Pański odmawiana z Papieżem Franciszkiem. Ze stacji La Storta podjechaliśmy kolejką najbliżej wejścia na Plac Św.Piotra. Tam kolejka, odprawa jak na lotnisku przed lotem, bagaż należy umieścić w specjalnym pojemniku, który później jest prześwietlany. Względy bezpieczeństwa to bardzo ważna sprawa. Papież ukazał się w tym oknie, które od dziecka znałam tylko z telewizji. Łzy wzruszenia, radosne machanie z nadzieją, że Franciszek widzi mnie, malutką mróweczkę na tym ogromnym placu. Mnóstwo spontanicznych i radosnych grup wypełnia ten plac każdej niedzieli. W obcej sytuacji, kiedy pandemia zamknęła możliwość takich spotkań musi tam być smutny widok. Bardzo smutny.Podążając dalej- wjechaliśmy windą na kopułę Bazyliki Św. Piotra. 10 Euro od osoby dorosłej, zapamiętałam brak możliwości płacenia tam kartą. Wąskie schody którymi trzeba pokonać ostatni etap dojścia na szczyt kopuły miejscami są przekrzywione tak, że błędnik wariuje. Ale warto!!! Taki widok we wnętrzu na środek bazyliki to coś czego nie możesz sobie podarować. Ściany kopuły ozdobione są mozaikami, które przedstawiają sceny z Ewangelii. Wychodząc na zewnątrz mamy cudowną panoramę Rzymu. Tam warto się zatrzymać dłużej.
Będąc już na dole obowiązkowym planem było zwiedzenie Bazyliki Św. Piotra. Tam można spędzić pół dnia, i dla pasjonatów sztuki to prawdziwa świątynia. Zaczynając od Piety to absolutne królestwo. Bramanti, Rafael i Michała Anioł to trzej architekci na których planach budowla ta rosła wiekami, aż do jej współczesnej wersji. Pomimo tego,że była to niedziela mieliśmy szczęście na brak kolejek . W Bazylice mieści się również muzeum, do którego zachęcam aby zajrzeć.Wycieczka z La Storta kolejką, metro do Colloseo. Następnego dnia po pysznym śniadaniu rozpoczęłam całodniową wycieczkę po Rzymie. Pogoda była w kratkę, ale nastroje nie odpuszczały. I tak kolejno od Colloseum – Piazza del Colosseo, następnie Via del Fori Imperiali. Tam mały przystanek naprzeciw II Milite Ignoto ( pomnik Nieznanego żołnierza ) po lewej w towarzystwie wszędobylskich mew. Patrycja, nasza przewodniczka zafascynowana Imperium rzymskim zaprowadziła nas po drodze pod pomnik swojego faworyta z tamtych dziejów- Marka Aureliusza. Uwielbiam ludzi z pasją a Patrycja dzieli się nią z entuzjazmem. I tak spacerkiem znaleźliśmy się przy sławnych Ustach prawdy Bocca della Verità.Po drodze oczywiście mijając całe mnóstwo zabytkowych skwerów, placyków, kościołów i innych budowli jak również starożytnych kolumn w tym warte zobaczenia Tempio di Portuno. Następnie mostem Ponte Palatino, wzdłuż Tybru minęliśmy na lewo wysepkę, na której jest szpital Fate Bene Fratelli. Warto stanąć na kamiennym moście łączącym wysepkę z ulicą i odwiedzić niebywałą Bazylikę Św. Bartłomieja na Wyspie Tyberskiej. Następnie skierowaliśmy się na lewo Via di Monte Savello. Po drodze były pyszne lody i makaroniki w niewielkiej cukierni przy Via Arenula. Doszliśmy do Fontanny Di trevi oraz Panteonu. Zwieńczeniem dnia był spacer po rokokowych Schodach Hiszpańskich, do których wiodły nas uliczki pełne butików najbardziej znanych projektantów na świecie.Powrót do naszego miejsca spoczynku tramwajem a następnie autobusem, minął bardzo szybko, bo każdy z nas czekał na kolejny wieczór na tarasie.Był to bardzo męczący dzień, ale i niezmiernie owocny. Taki Rzym w pigułce. Liźnięcie tematu na kolejną dłuższą eksplorację tego niezwykłego miejsca.Ponieważ na zwiedzaniu nie lubię się spieszyć milion rzeczy umknęło mi z pewnością. Tym bardziej zachętą jest planowanie kolejnego wyjazdu do wiecznego miasta. Sięgając pamięcią rok wstecz wiele tematów mam zapisanych niczym fotografie. Dochodzą do tego zapachy, smaki, dźwięki i inne odczucia jakie podczas każdej wyprawy zachowuję dla siebie. Kolejnego dnia zwiedziliśmy zamek w Bracciano, ale to już będzie temat na kolejny wpis. Jako fascynatka zamków, dworów, pałaców i innych zabudowań sprzed wieków chętnie podzielę się historiami miejsc, które znam.

4 komentarze

  1. Po przeczytaniu , poczułam się tak jakbym tam była …. Wspaniały opis , masz do tego talent . Czekam na kolejne 💗

  2. Zainspirowałaś mnie do podróży do Rzymu. Już od 3 lat intensywnie o niej myślę i jakoś zawsze coś staje mi na drodze😏 już w przyszłym roku muszę zrealizować swój plan😁

    1. Życzę Ci tego z całego serca ❤️ podróże to coś na co im dłużej się czeka, tym lepiej smakują 👒 pozdrowiam ciepło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *